Miałem ogromne oczekiwania co do ostatniej gry na wyłączność PS4, wierzyłem że Sucker Punch, autorzy genialnej serii InFamous, staną na wysokości zadania i stworzą prawdziwy hit. Wierzyłem że gra będzie godnym pożegnaniem generacji, że to będzie tytuł, który będę stawiał za wzór dla innych twórców. Nie spodziewałem się jednak dostać czegoś takiego…

Czegoś co od pierwszych minut sprawi, że The Last of Us 2, gra którą szczerze kocham, spadnie na drugie miejsce jeśli chodzi o najlepsze gry na PS4. Serio, wystarczyło spędził 15 cholernych minut z Ghost of Tsushima, żebym utwierdzić się w tym, że mam do czynienia z grą absolutnie wybitną. Traktujcie oczywiście ten tekst jako pierwsze wrażenia, bo za mną dopiero 10 godzin gry i wiele się w mojej opinii jeszcze może zmienić, jednak na ten moment? Jest po prostu niesamowicie dobrze.

O fabule nie będę się rozwodził, ten temat zostawię sobie na czas recenzji, przyznać jednak muszę że historia Jina Sekai wciąga od samego początku. Temat mongolskiej inwazji, osobista zemsta, bardzo autentyczne postaci, jeśli chodzi o opowieść, to jest bardzo dobrze. Dodatkowo jako fan filmów Akiry Kurosawy mocno czuję nawiązania do kina mistrza, a to dodatkowo potęguje moją chęć poznawania losów poszczególnych postaci.

Dobrze, ale co mnie najbardziej zachwyciło? Możecie uznać że mnie posrało, gram 10 godzin, a już rzucam tekstami w stylu „cud”, „objawienie” i inne takie, więc już tłumaczę. Macie jakiś ulubiony tytuł który ma szczególnie dobry model walki? Ostatnio na YT mogliście oglądać na przykład mój film o serii Shadow Warrior, podniecałem się tam tym, jak to dobrze mi się wszelkie pokraki mordowało, jak dobrze władało się tam mieczem…

Cóż, Duch Czusimy ma model walki, który moim zdaniem przebija wszystko to, co widziałem wcześniej. Soczysty, mocny, sprawiający satysfakcję, gdzie naprawdę czuć ciężar postaci i wysiłek jaki wkładamy w zarzynanie wrogów. Każdy cios to coś pięknego, każdy cios sprawia, że czujemy to, że walimy w ludzkie ciało, pełne krwi i flaków, a nie w jakąś cyfrową kukiełkę.

Walki są cholernie szybkie, efektowne, trudne na początku, idealne dla ludzi, którzy dążą do perfekcji. Tutaj trzeba małpiej zręczności, oczu dookoła głowy, musimy się nauczyć wbijać w gardę, wyczuć to, jak atakuje wróg, poznać jego słabe strony, poznać dobrze broń, a potem… potem jest sam miód i tony satysfkacji.

Wbijasz się między wrogów, jednego powalasz jednym, celnym ciosem prosto w szyję, drugi rzuca się na Ciebie, jednak po kontrze pada bez życia. Szybko przeskakujesz do łucznika, powalasz go dwoma szybkimi cięciami, żeby za chwilę odlecieć na dwa metry. To przez wielkiego bydlaka z tarczą, wiesz że musisz przebić się przez jego obroną, albo zabawa szybko się skończy. Dwa mocne uderzenia wyprowadzają wielkoluda z równowagi, cięcie, wystrzał krwi z tętnicy, mijasz truchło i biegniesz dalej.

Matko, walki w tej grze to coś, co jest chyba jej największą zaletą. Nie zrozumcie mnie źle, każdy element gra tutaj idealnie, przynajmniej jak na razie, jednak starcia to coś niesamowitego. Adrenalina buzuje, krew pryska, a ciała wrogów i ich wnętrzności skutecznie zakrywają powierzchnię. To trzeba po prostu zobaczyć w ruchu, te animacje, siła ciosów, cudowne.

Kolejną ogromną zaletą jest to, że gra do niczego nas nie zmusza. Po wprowadzeniu jesteśmy wolnym człowiekiem, chcesz rzucić się w wir opowieści? Proszę bardzo, chcesz ruszyć przed siebie, rozwijać postać? Nie ma problemu. Chcesz po prostu zwiedzać, lizać ściany? Nic nie stoi na przeszkodzie. Świat jest ogromny i ciekawy, co w połączeniu z wielką swobodą naprawdę może się podobać.

Nie sposób nie wspomnieć też o oprawie – to jedna z najładniejszych gier, w jakie dane mi było grać. Przepiękne, zapierające dech w piersiach krajobrazy, drewniane, zniszczone wioski, pogorzeliska, kapliczki na szczycie skały czy urokliwe gorące źródła. Wszystko robi ogromne wrażenie, a całość dopełnia cudowny tryb fotograficzny.

Nie dość że posiada wiele różnych opcji i ustawień, to jego największą zaletą jest to, że nie ogranicza się tylko do tego, że jest narzędziem do robienia screenów. Mamy tu opcję, która pozwala na to, że wszelka roślinność czy inne elementy krajobrazu pozostają w ruchu, dzięki czemu, możemy nagrać naprawdę piękne ujęcia. Te prezentowałem też na streamie, którego zapis możecie zobaczyć na kanale.

Całości dopełnia japoński dubbing, który pozwala chłonąć klimat jeszcze mocniej. Fakt, w grze mamy polski dubbing (Bardzo dobry!), jednak gra po japońsku, z polskimi napisami, to coś, co pozwala maksymalnie wczuć się w wydarzenia na wyspie Czusima.

Mimo, że gram dopiero te 10 godzin, to jestem absolutnie pewien tego, że pokochałem Ghost of Tsushima równie mocno, co The Last of Us 2 (Recenzję gry możecie zobaczyć na YT). Szczerze mówiąc, boli mnie trochę to, że premiera tej gry, odbyła się tak blisko premiery gry od Naughty Dog. Wydaje mi się, że przez to wielu graczy może zwyczajnie Cuszimę przegapić, mam jednak nadzieję że tak się nie stanie, a Sucker Punch (Prócz nowego InFamous, błagam!) zrobi z tego samurajskiego cuda dłuższą serię.

Recenzja gry powinna się pojawić pod koniec przyszłego tygodnia, jednak to może ulec zmianie – chcę tu przeczesać absolutnie każdy fragment mapy, odkryć wszystko co możliwe, a potem… zacząć grę od nowa, w trybie Kurosawy, tym, który zamienia tytuł w film z czasów panowania mistrza kina o samurajach. Tak czy inaczej – już teraz, z czystym sumieniem, mogę polecić każdemu wycieczkę na Cuszimę. Nie zawiedziecie się.

Kod na cyfrową wersję gry, podarowało mi PlayStation Polska, dziękuję!